Powrót z wakacji zawsze jest trochę dziwny.

Jeszcze chwilę temu siedzieliśmy nad morzem, dzieci biegały po plaży, a jedynym planem dnia było zastanowienie się, gdzie pójdziemy na spacer i co zjemy na obiad. A potem… Budzik. Pranie. Zakupy. Komputer. I rzeczywistość wraca dokładnie tam, gdzie ją zostawiłeś. Kiedyś bardzo nie lubiłem tego momentu. Miałem wrażenie, że wszystko, co dobre, właśnie się skończyło. Dzisiaj patrzę na to zupełnie inaczej. Powrót do codzienności nie oznacza końca czegoś fajnego. To po prostu powrót do życia, które sam sobie buduję. Pierwszą rzeczą, którą zrobiłem po powrocie, nie było rozpakowanie walizki. Było rozpisanie nowego planu treningowego. To chyba pierwszy raz, kiedy nie korzystam z gotowego planu. Po kursie trenera personalnego stwierdziłem, że najwyższa pora sprawdzić własną wiedzę na sobie. Jeżeli mam kiedyś pomagać innym, to najpierw chcę przekonać się, jak moje pomysły działają w praktyce. Jestem swoim pierwszym eksperymentem. I szczerze? Nie zamierzam się oszczędzać. Ten tydzień przyniósł jeszcze jeden mały krok, który dla mnie znaczy naprawdę dużo. Poprowadziłem pierwszy trening personalny. Tak, wiem… To był mój brat, więc trudno mówić o pełnym profesjonalizmie, kiedy podopieczny zna wszystkie Twoje słabe strony od dzieciństwa. Ale gdzieś trzeba zacząć.

I właśnie takich momentów w ostatnim czasie jest coraz więcej. Pierwszy kurs. Pierwszy certyfikat. Pierwszy plan treningowy. Pierwszy trening z podopiecznym. Jeszcze kilka miesięcy temu były to rzeczy z kategorii „może kiedyś”. Dzisiaj stają się codziennością. Bardzo podoba mi się to, że Wersja 2.0 zaczyna żyć własnym życiem. Jeszcze niedawno była tylko pomysłem zapisanym w notesie. Później powstał dokument. Teraz jest strona internetowa, vlogi, Tygodnik 2.0 i pierwsze osoby, które pytają mnie o treningi. To nadal początek. Ale pierwszy raz od dawna mam poczucie, że wszystkie elementy zaczynają układać się w jedną całość. W tym wszystkim jest jeszcze Ela. W tym tygodniu praktycznie przejęła część vloga dzięki swojemu maratonowi czytelniczemu. Patrzyłem na nią i pomyślałem, że właśnie tak powinny wyglądać pasje. Nie dlatego, że trzeba. Nie dlatego, że wypada. Tylko dlatego, że człowiek naprawdę chce. Mam nadzieję, że każdy z nas ma w życiu coś, co potrafi go tak pochłonąć. Coraz częściej dochodzę do jednego wniosku. Wersja 2.0 nie zaczyna się od spektakularnej decyzji. Zaczyna się dzień po niej. To właśnie wtedy trzeba wrócić do treningów. Do pracy. Do obowiązków. Do codzienności. Bo prawdziwa zmiana nie dzieje się na wakacjach. Dzieje się wtedy, kiedy wakacje się kończą, a Ty mimo wszystko dalej robisz swoje. I chyba właśnie dlatego ten powrót do domu cieszył mnie bardziej, niż sam wyjazd.

Do przeczytania za tydzień.
Darek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *